List do Pasternikowych Gestaltystów

25 września 2026

Szanowne, Szanowni, Droga Grupo Pasternikowa, 

Pani Agnieszko, Panie Andrzeju,  Panie Bogdanie, Pani Doroto, Pani Elżbieto, Pani Hanno, Panie Igorze, Pani Jolu, Pani Małgorzato, Pani Małgorzato, Droga Zosiu

(listę adresatów ułożyłem alfabetycznie, niezależnie od genderowej poprawności, więc proszę o wybaczenie. Tym bardziej, że imię kierowniczki zaczyna się na literę Z, więc pojawia się piękna okazja do zilustrowania przekornej frazy, a więc: Droga Zosiu „last but not least”)

Żałuję, że nie mogę teraz razem być z Wami.  A skoro tak już musi być, że nie mogę być, to przynajmniej tym listem wtrącę się w Wasze świętowanie.

Jeśli mogę w trybie zwierzenia coś ujawnić z moich pasternikowych doświadczeń, to kluczowy jest dla mnie paradoks: uczestniczę w naszych spotkaniach, by – jak się to pięknie określa – prowadzić superwizję, a tymczasem (być może o tym nie wiecie), pobieram naukę, użyteczną w mojej pracy i moim życiu.  Zapewne,  brzmi to nieco pretensjonalnie, więc wyjaśnię, co mam na myśli.

Otóż, im bardziej jestem stary (liczba 77 brzmi dumnie, nieprawdaż?), tym bardziej jestem przekonany, że jakość usług psychoterapeutycznych zależy od stanu psychicznego psychoterapeuty.  Owszem, trzeba dużo czytać, dobrze jest uczestniczyć w konferencjach naukowych. Ale…

Ale ostatecznym efektem decydującym o efektywności mojego działania jako psychoterapeuty, będzie to, co powiem, jak się zachowam, jak zareaguję na to, co powie i jak się zachowa ta osoba, która przyszła do mnie po pomoc. (Klient? Pacjent? Osoba, która ze swoim cierpieniem/ problemem/ konfliktem przychodząca po pomoc).

A moja reakcja będzie zależała od mojego stanu psychicznego, od tego, co się dzieje w moim umyśle, jaki w danym momencie jest mój stan emocjonalny.

Mogę mieć dużo książek przeczytanych, dużo wykładów wysłuchanych, ale to jaką w danej chwili własną myśl ugłośnię i jak się zachowam w danym momencie sesji terapeutycznej, będzie zależało od mojego obecnego we mnie – STANU PSYCHICZNEGO.

Postaram się teraz wymienić dziesięć czujników, pomagających monitorować stan psychiczny terapeuty.  Te czujniki pomagają nam być użytecznymi w roli terapeutek/ terapeutów. Więc niechby one służyły za swego rodzaju przykazania, dbające o naszą użyteczność.

Po pierwsze

terapeuta powinienem być w stanie zaciekawienia.  Nie „ciekawski”, lecz zaciekawiony, a nawet – by odwołać się do używanego przez Gianfranco Cechcina słowa – curiosity – a więc nieomal zdziwiony.  Stan zaciekawienia jest dobrodziejstwem dla umysłu, inspiruje do rozwoju, chroni przed zespołem wypalenia.

Po drugie

terapeuta powinien być spokojny. To niby oczywiste, ale gdyby jakieś siły zewnętrzne lub wewnętrzne czyniły mnie niespokojnym, to słabnie moja możliwość dawania bezpiecznej przestrzeni do wspólnej pracy.  A poczucie bezpieczeństwa w relacji jest niezbędnikiem, by mogło dojść do zmiany.  Nie będzie korzystnej zmiany, gdy jest niebezpiecznie.

Po trzecie

ów spokój nie ma prowadzić mojego rozumu do bezwładu.  Potrzebny jest ruch myśli, a więc rozglądanie się po własnym rozumie na wiele stron. Tam – jak dobrze pójdzie – znajdziemy coś ważnego i ciekawego (patrz pkt pierwszy).  Będzie zapewne okazja, by niektóre z tych myśli przedłożyć interlokutorowi, byle nie stanowczo, byle nie jednoznacznie (punkt piąty, nadejdzie za chwilę).

Po czwarte

owo rozglądanie się tworzy szansę, że zobaczę wiele wersji tej samej sytuacji.  Taka gotowość do wielowersyjności chroni terapeutę od dogmatyzmu, być może najgroźniejszej pułapki w ich myśleniu i pracy.

Po piąte

skoro jest wiele wersji możliwych, to powstaje szansa na to, co Gianni Vattimo – podobnie jak Cecchin: mediolańczyk, ale filozof, a nie terapeuta – nazywa myśleniem słabym.  To trudne wyzwanie, ale otwarte niewiedzenie daje szansę na dialog, chroni od wspomnianego dogmatyzmu (punkt czwarty) i energizuje zaciekawienie (pkt pierwszy).  Gdy terapeuta „nie myśli słabo” (a więc narzuca swoje przekonania), to nie tworzy swojej rozmówczyni/ swojemu rozmówcy  przestrzeni do jej/ jego własnego ruchu myśli, własnych poszukiwań, własnego zaciekawienia, własnego poczucia bezpieczeństwa (punkty pierwszy i trzeci).  A gdy terapeuta „myśli słabo”, potrafi wątpić, potrafi swoje myśli lekceważyć (irrewerencja –  znów wg Cecchina) to powstaje przestrzeń dla osób przychodzących po pomoc: stają się współautorami procesu terapeutycznego, współbadaczami problemu.

Po szóste

do walki z czyhającym na nasz umysł z dogmatyzmem, przyda nam się gotowoścćdo problematyzowania.To dzięki tej umiejętności dostrzeżemy, jak złożone i wielowymiarowe jest cierpienie pacjenta/  klienta/ rodziny. Szukamy odcieni, nie zadowala nas wersja zero-jedynkowa.

Po siódme

żeby w gąszczu własnych myśli nie pogubić się i nie zezłościć na chaos własnego umysłu, potrzebna jest życzliwość do siebie samego (ale bez popadania w zachwyt nad własnym rozumem).

Po ósme

potrzebny jest stan otwartości wobec Innego.  Każdy jest Inny od wszystkich pozostałych, a w naturze ludzkiej jest skłonność do reagowania na inność lękiem lub agresją.  Tymczasem nasz umysł ma być wobec Innego otwarty.  Do tego może nas usposabiać wspomniane wcześniej zaciekawienie (pkt pierwszy).

Po dziewiąte

wielka jest moc języka.  To, do jakiego wysławiania rzeczywistości nasz umysł ma skłonność, może decydować o powodzeniu w budowania przymierza terapeutycznego. (Na marginesie: gdy Seneka, twierdził, że „każdy jest na tyle nieszczęśliwy, na ile się za takiego uważa”, nie wiedział, że jest konstrukcjonistą społecznym…)

Po dziesiąte

cenny, niezbędny jest taki stan umysłu terapeuty, który jest w swojej istocie nastawiony na wrażliwe (nie przedwczesne) szukanie odpowiedzialnej odpowiedzi na to, co usłyszy, co zobaczy.  W życiu codziennym takie podejście tworzy filozofię życia, którą można by określić jako cotynatyzm (bo rzeczywistość mnie pyta, co ja na to, a ja mam za zadanie sensownie i odpowiedzialnie szukać odpowiedzi).  A w czasie sesji ów stan umysłu to szukanie odpowiedzi „co ja na to?”, a więc swego rodzaju umiejętność pozostawania w meta-pozycji: rozmawiania i przyglądania się tej rozmowie.

Dlaczego teraz te dziesięć osobistych przykazań tutaj przedstawiam i wkręcam do jubileuszowej uroczystości?  Dlatego, że powstawały i powstają one właśnie w czasie moich spotkań z tymi, którzy  praktykują te przykazania.  Taka właśnie jest „grupa pasternikowa”, z którą mam przyjemność współpracować od lat.

Droga Grupo Pasternikowa,

jesteście zaciekawieni, Wasze umysły są spokojne, a myśli ruchliwe.  Jesteście otwarci na wiele wersji, gotowi do twórczego niewiedzenia i bezdogmatycznego problematyzowania, z życzliwością i otwartością wzajemną, dającą bazę do dialogu, przy uważności na moc języka.  A idea cotynatyzmu na spotkaniach superwizyjnych współtworzy klimat aktywnego poszukiwania, jak zrozumieć i jak pomóc temu, kto się zgłasza po pomoc. Dlatego to tutaj opisuję.  Tego mnie uczycie,  to razem  praktykujemy.  Za to wam dziękuję.

I jeszcze uwaga o kursach, do prowadzenia których zostałem przez Was zaproszony.  Otóż mam przyjemność współprowadzić szkolenia dla psychoterapeutów na różnych kursach, w ramach różnych podejść i modalności.  Nieraz się zastanawiam, jak to jest, że właśnie w Waszych szkoleniach uczestniczą osoby spośród tych wielu szkoleń najbardziej pogodni, weseli i skłonni do życzliwego śmiechu.  Mnie to się bardzo podoba, bo uruchamia moją część gotową do żartów.   A na pytanie, dlaczego tacy są Wasi kursanci, najchętniej odpowiedziałbym, zgodnie z terapeutyczną ideą Harlene Anderson: not-knowing-stance:  NIE WIEM.

Ale gdybym musiał wiedzieć, to bym się domyślał, że w klimacie gestaltowskim jest miejsce dla antydogmatyzmu i swobodnego ruchu myśli.  A właśnie w tej wolności mieszczą się paradoksy, zderzenia mentalne, otwartość na inność i odkrywanie tego, co schowane, a dziwne…   Więc lubię te Wasze szkolenia, bo lubię tych Waszych kursantów.

Wygląda na to, że w tym  momencie zbyt się ześlizguję się w osobiste zwierzenia, a okoliczności wymagają wzniosłości i powagi.  Pora więc na podsumowanie.

STO LAT DOBREJ DROGI, Drogi Instytucie Integralnej Psychoterapii!

Bogdan de Barbaro (Zby.)

Burów pod Krakowem, 10 km od Pasternika
2026