O współtworzeniu zmiany. Specyfika leczenia w rozumieniu psychoterapii humanistyczno-doświadczeniowej Gestalt
artykuł napisany w maju 2026
Tekst powstał na podstawie wykładu przygotowanego na Konferencję Naukową „Osoba terapeuty. Relacja terapeutyczna”, która odbyła się w dniach 9–10 maja 2026 roku w Krakowie, zorganizowaną przez Krakowską Fundację Rozwoju Psychoterapii im. Profesor Marii Orwid z okazji 35. rocznicy założenia Fundacji.
Chciałabym zacząć od pytania, które leży u samego serca psychoterapii, a towarzyszy mi często w codziennej pracy klinicznej: co właściwie leczy w psychoterapii?
Przez lata psychoterapia szukała odpowiedzi w technikach, protokołach, diagnozach. A gdyby odpowiedź leżała zupełnie gdzie indziej — nie w tym, co robimy, ale w tym, kim jesteśmy w relacji? Gestalt proponuje coś, co do dziś mnie uderza swoją prostotą i głębią zarazem: to, co leczy, nie mieszka ani w kliencie, ani w terapeucie. Mieszka pomiędzy. Rodzi się w kontakcie — w tej żywej, niepowtarzalnej chwili, gdy dwie osoby naprawdę się spotykają. Nie jako role. Nie jako funkcje. Ale jako dwie obecności, które wzajemnie na siebie wpływają i współtworzą coś, czego żadna z nich nie mogłaby stworzyć samodzielnie.
Istotą jest spotkanie. I właśnie dziś zapraszam Państwa do refleksji: jakie musiałoby być to spotkanie, żeby mogło leczyć?
Psychoterapia Gestalt należy do najstarszych podejść humanistyczno-doświadczeniowych. Jej fundament stworzyli Fritz i Laura Perlsowie, Paul Goodman w pierwszej połowie XX wieku. Wyrasta z fenomenologii, filozofii dialogu Martina Bubera, psychologii postaci, egzystencjalizmu i teorii pola Kurta Lewina.
Dziś Gestalt rozwija się w dialogu z neuronauką, teorią przywiązania, psychologią rozwoju relacyjnego i badaniami nad regulacją emocji. Jej techniki doświadczeniowe znalazły swoje odpowiedniki w terapii schematów, DBT, terapii skoncentrowanej na emocjach czy metodach pracy z traumą.
Ale to, co wyróżnia Gestalt, to nie zestaw technik. To sposób myślenia o człowieku i o zmianie. U jego podstaw leży przekonanie, że człowiek jest z natury zdolny do samoregulacji. Że psychopatologia nie jest defektem — lecz twórczym przystosowaniem do trudnych warunków. I że zadaniem terapeuty nie jest doprowadzić klienta do jakiegoś wzorca zdrowia, lecz pomóc mu odzyskać spontaniczność i intencjonalność w kontakcie.
Warto zaznaczyć, że Gestalt nie operuje kategorią „leczenia” w sensie medycznym, rozumianym jako usuwanie patologii. Zamiast tego proponuje rozumienie terapii jako procesu wspierania rozwoju świadomości i integracji doświadczenia. To podejście może być wymagające — szczególnie w świecie, który często oczekuje szybkich rezultatów i konkretnych technik. Jednak jego siła tkwi właśnie w tym, że nie upraszcza ludzkiego doświadczenia. Pozwala mu być takim, jakie jest — złożonym, niejednoznacznym i dynamicznym.
Centralnym pojęciem Gestalt jest kontakt. Kontakt oznacza bycie obecnym, korzystanie ze zmysłów, bycie w relacji ze światem i drugim człowiekiem. Zdrowie psychiczne definiowane jest nie jako brak objawów, lecz jako zdolność do adekwatnego i elastycznego kontaktowania się ze sobą i otoczeniem. Zaburzenia mogą być rozumiane jako zakłócenia w procesie kontaktu — jego przerwania, zniekształcenia lub usztywnienia. Celem terapii nie jest zatem „naprawa” człowieka, ale przywrócenie zdolności do żywego kontaktu. Nowość, która pojawia się w relacji terapeutycznej, pozwala klientowi doświadczyć innego sposobu bycia w kontakcie i odzyskać spontaniczność.
Jak w Gestalt mówimy o psychopatologii?
Każdy symptom, każde zachowanie, które zwykliśmy definiować jako patologiczne, jest twórczym przystosowaniem do trudnej sytuacji. Jest sposobem poradzenia sobie. Mechanizmy obronne/unikania kontaktu to nie błędy — to umiejętności relacyjne, które kiedyś były odpowiedzią na realne, ale budzące cierpienie warunki.
Aby zrozumieć, czym jest leczenie w Gestalt, musimy zrozumieć teorię pola.
Teoria pola zakłada, że wszystko jest ze sobą powiązane. To, kim jesteśmy, wynika z naszej interakcji z otoczeniem w danym momencie. Nie istnieje jednostka w izolacji — istnieje pole organizm-środowisko.
Co to oznacza dla terapii?
Oznacza, że każdy ruch klienta jest zarazem ruchem całego kontekstu. A zmiana nie dotyczy jednostki — dotyczy całego systemu relacji. I co kluczowe: zmiana nie zachodzi tylko w kliencie. Zachodzi pomiędzy klientem a terapeutą, na granicy kontaktu.
Granica kontaktu to nie bariera — to miejsce, gdzie ja spotyka ty. Gdzie wyłania się poczucie „jestem”. Self nie jest kartezjańskim podmiotem ani produktem pracy intrapsychicznej. Jest procesem relacyjnym, który odbywa się właśnie na tej granicy. Tożsamość nie jest dana raz na zawsze — nieustannie się kształtuje. Zarówno terapeuta, jak i klient siebie nawzajem współtworzą.
Terapeuta zawsze jakoś oddziałuje. Jest immanentną częścią pola — ze swoimi emocjami, doznaniami, obecnością i, żeby wyjść z iluzji, że jest jedynie obserwatorem procesu klienta, zadaje sobie w każdej chwili sesji pytanie: W jaki sposób współtworzę to, co się teraz dzieje teraz między nami? Świadomość terapeuty umożliwia regulację pola i staje się żywym, bieżącym narzędziem wpływu na jakość kontaktu. Wracając do założeń teorii pola, jeśli rozumiemy relację jako pole, to każda najmniejsza zmiana w jednym z jego elementów natychmiast wpływa na drugi tworząc warunki do tego, co może się w nim wydarzyć dalej. Dlatego świadomość terapeuty o swoim udziale we współtworzeniu pola staje się mechanizmem zmiany. Zmiana w terapeucie prowadzi do zmiany w polu.
W Gestalt nie pracujemy wyłącznie z umysłem. Pracujemy z całym człowiekiem — bo „ja” jest cieleśnione. To nie metafora. Świadomość istnieje tylko w relacji do drugiego, w procesie wychodzenia poza siebie ku innym — i ten proces jest głęboko fizjologiczny. Słowo „kontakt” w Gestalt odnosi się nie tylko do bycia wzajemnie powiązanymi, ale do fizjologicznego wymiaru tego doświadczenia.
Kontaktujemy się ze światem przez zmysły — wzrok, dotyk, oddech, napięcie mięśni, rytm serca. Doświadczenie nie jest rozumiane wyłącznie jako proces poznawczy czy emocjonalny — jest zjawiskiem ucieleśnionym. Ciało stanowi podstawowy wymiar kontaktu — zarówno ze sobą, jak i z otoczeniem. Wrażenia somatyczne, napięcia, oddech, postawa czy mikroruchy są traktowane jako równoważne źródła informacji o aktualnym przeżywaniu. W przeciwieństwie do nurtów koncentrujących się głównie na narracji lub rekonstrukcji poznawczej, Gestalt włącza ciało jako pełnoprawny element procesu terapeutycznego. Uważność na doświadczenie cielesne pozwala nie tylko pogłębić świadomość, ale także umożliwia dostęp do tych aspektów doświadczenia, które nie zostały jeszcze ujęte w słowa. Tym samym ciało staje się nie tyle obiektem pracy, ile żywym medium, poprzez które organizuje się kontakt i możliwa jest zmiana.
Perls mówił, że nie możemy wyprzeć potrzeby — możemy jedynie zablokować jej ekspresję. A ta ekspresja zawsze przejawia się w ciele: w postawie, w ruchu, w głosie. Ciało pamięta to, czego umysł nie dopuszcza do świadomości.
Dlatego terapeuta Gestalt obserwuje ciało klienta z taką samą uwagą jak jego słowa: westchnienie, zaciśnięta pięść, odwrócenie wzroku, nagłe rozluźnienie. To nie są „szmery towarzyszące” procesowi — to jest sedno sprawy. Leczenie zaburzeń polega na zaproszeniu klienta do ponownego otwarcia się na kontakt — na świadomość cielesną i sensoryczną. To nie jest praca pojęciowa. To praca na poziomie spontanicznej aktywacji struktur nerwowo-cielesnych, które w pierwszej kolejności służą byciu w relacji.
Spontaniczność — rozumiana w Gestalt nie jest jako impulsywność, lecz jako sztuka integrowania self, jego funkcji id, ego i osobowości — jest przede wszystkim spontanicznością ciała wchodzącego w kontakt.
Skoro ciało jest miejscem kontaktu, pojawia się pytanie: w jaki sposób terapeuta jest obecny w tym polu? Kluczem jest postawa fenomenologiczna — zatrzymanie się przy tym, co jawi się w chwili obecnej, bez pośpiechu i bez uprzednich założeń, terapeuta bada proces sekunda po sekundzie po to, aby być najbliżej doświadczenia jak to tylko możliwe. Terapeuta używa przede wszystkim oczu i uszu. Pozostaje w „tu i teraz”, samoświadomy. Unika interpretacji. Robi obserwację fenomenologiczną.
Zamiast pytać „dlaczego?”, pyta raczej: „jak to się dzieje, że właśnie tak tego doświadczasz teraz?”
To przesunięcie z wyjaśniania na doświadczanie i badanie jest jednym z fundamentów pracy. Ta postawa wymaga odwagi — zarówno ze strony terapeuty, jak i klienta. Odwagi, by nie wiedzieć. Odwagi, by pozostać w niepewności. Ale właśnie w tej przestrzeni nie-wiedzenia otwiera się możliwość autentycznej zmiany. Bo zmiana w Gestalt nie jest narzucona z zewnątrz — ona wyłania się z kontaktu.
Ale jest coś jeszcze — coś, co wykracza poza technikę obserwacji. To zjawisko rezonansu. Rezonans w psychoterapii to głęboki, emocjonalny i cielesny stan współbrzmienia między terapeutą a klientem. To moment, w którym terapeuta nie tylko słyszy słowa klienta, ale czuje jego stan wewnętrzny — na poziomie emocjonalnym i cielesnym.
Nagłe napięcie w klatce piersiowej terapeuty, westchnienie, skurcz w żołądku — to sygnały, które mogą wskazywać na nieuświadomione emocje klienta, na to, co klient niesie, a czego jeszcze nie może nazwać. Na poziomie doświadczenia rezonans jest bardzo głęboką formą empatii — pozwala wyjść poza analizę i wejść w bezpośrednie współodczuwanie. I właśnie to współodczuwanie często jest tym, co sprawia, że klient czuje się naprawdę zauważony. Naprawdę spotkany. To jest moment, w którym relacja staje się żywa i transformująca.
W neurobiologii mówi się o zjawisku neuronów lustrzanych, które wiąże się ze zdolnością do rozpoznawania i odtwarzania obserwowanych działań oraz z rozumieniem intencji innych osób. Badania nad procesami synchronizacji interpersonalnej wskazują również, że podczas bezpośredniej interakcji między ludźmi może dochodzić do współregulacji i synchronizacji procesów fizjologicznych oraz neuronalnych.
To pozwala spojrzeć na kontakt terapeutyczny również z perspektywy ucieleśnionej: zanim pojawią się słowa, terapeuta i klient pozostają w nieustannej wymianie sygnałów — poprzez spojrzenie, głos, oddech, napięcie mięśni, rytm i mikroruchy. Czy to mistycyzm, czy fizjologia kontaktu?
Ludzki układ nerwowy jest szczególnie wrażliwy na sygnały płynące od innych ludzi i zdolny do interpersonalnego dostrajania. Wydaje się, że to, co my Gestaltyści opisywaliśmy przez dekady językiem doświadczenia klinicznego, nauka zaczyna potwierdzać empirycznie. Badania ostatnich lat dostarczają zaskakujących wniosków. Analizy sesji terapeutycznych sugerują, że ciała terapeuty i klienta mogą się synchronizować — w rytmie oddechu, reakcjach skórnych czy aktywności mózgowej. Badania sugerują, że określone formy synchronii mogą wiązać się z jakością relacji terapeutycznej i przebiegiem procesu terapeutycznego.
Nie chodzi przy tym o nieustanną harmonię — przeciwnie, leczące jest samo napięcie między dostrajaniem się a rozstrajaniem.
Co z tego wynika dla praktyki?
Że sposób, w jaki terapeuta reguluje własne pobudzenie, staje się bezpośrednim czynnikiem terapeutycznym. Jego układ nerwowy oddziałuje na układ nerwowy klienta — zanim jeszcze padnie pierwsze słowo interpretacji. W podejściu Gestalt terapeuta nie traktuje rezonansu jako zakłócenia czy jedynie „materiału do przepracowania w superwizji”. Traktuje go jako cenne dane o polu.
Pyta siebie:
Skąd pochodzi to napięcie, które teraz czuję? Co ono mówi o przestrzeni pomiędzy nami? W jaki sposób moja obecność — moje ciało, mój głos, mój wyraz twarzy — wpływa na to, co wyłania się u klienta?
Spostrzeżenia klienta zawsze znajdują zakotwiczenie w osobie terapeuty. Terapeuta jest zatem nie tylko świadkiem — jest współtwórcą pola, narzędziem zmiany, a rezonans jest jednym z najdokładniejszych sposobów rozumienia tego, co się w nim dzieje. Zmiana jest wydarzeniem, które powstaje w spotkaniu. I być może najważniejszą rolą terapeuty jest tworzenie takich warunków, w których to spotkanie może się wydarzyć naprawdę.
Psychoterapia ma zatem dwa ściśle powiązane zadania: z jednej strony ponowne uwrażliwienie ciała, a z drugiej — stworzenie przestrzeni relacyjnej, w której człowiek może poczuć się rozpoznany w spojrzeniu Drugiego. Stąd relacja terapeutyczna w Gestalt to nie laboratorium testowania wzorców z przeszłości. To realne doświadczenie, które ma swoją historię, które powstaje pomiędzy dwiema osobami i jest jedyne w swoim rodzaju.
Terapeuta uczestniczy w terapii jako realna, odrębna osoba. Nie jako lustro, nie jako wspierający towarzysz. Czasem wspiera i potwierdza, czasem frustruje i konfrontuje — ale wszystko to wynika z autentycznego kontaktu. To właśnie ta odrębność terapeuty jest terapeutyczna. Klient spotyka kogoś, kto jest naprawdę inny — i w tym spotkaniu z Innym może kształtować i odkrywać swoje własne ja.
W Gestalt kluczowe znaczenie przypisuje się procesowi domykania figur, wywodzącemu się z psychologii postaci. Możemy myśleć o trudnościach psychicznych jako o niedokończonych procesach, które nadal organizują doświadczenie. Człowiek nosi ze sobą przeszłość nie dlatego, że „tkwi w przeszłości”, ale dlatego, że w tu i teraz niedokończone Gestalty domagają się domknięcia, zgodnie z efektem Zeigarnik — to, co nieukończone, nieustannie dąży do ukończenia.
Niewyrażone emocje, niezaspokojone potrzeby, przerwane relacje, niewypowiedziane słowa — pozostają aktywne w tle doświadczania i wpływają na bieżące funkcjonowanie. Psychoterapia staje się przestrzenią, w której możliwe jest ich ponowne uobecnienie i dopełnienie — nie poprzez analizę, ale poprzez bezpośrednie doświadczenie niedomkniętych spraw w teraźniejszości i poprzez powrót do nich, ich domknięcie, czyli integrację.
Usztywniony Gestalt to sposób organizowania doświadczenia, który kiedyś był twórczym przystosowaniem do określonych warunków, ale z czasem utracił swoją elastyczność. To, co dawniej pomagało człowiekowi chronić siebie i pozostawać w kontakcie z otoczeniem, zaczyna się powtarzać także wtedy, gdy nie jest już potrzebne. Kontakt staje się wtedy przewidywalny i ograniczony — człowiek reaguje według znanego wzorca, zamiast móc swobodnie odpowiadać na to, co dzieje się w danej chwili. W terapii nie chodzi więc o usunięcie tego sposobu funkcjonowania, lecz o przywrócenie mu elastyczności. Poprzez świadomość, doświadczenie i nowe możliwości kontaktu klient może odkryć, że ma więcej niż jeden sposób bycia ze sobą i z drugim człowiekiem.
Właśnie w tym kontekście szczególne znaczenie może mieć praca regresywna. Pozwala ona powrócić do wcześniejszego doświadczenia, które nadal pozostaje żywe i organizuje aktualny sposób bycia w kontakcie. Nie chodzi jednak o samo przypominanie przeszłości, lecz o ponowne uobecnienie jej w „tu i teraz” — w ciele, emocjach, głosie i relacji z terapeutą. Klient może ponownie znaleźć się przy doświadczeniu, w którym kiedyś nie mógł powiedzieć „nie”, zaprotestować, poprosić o pomoc, wyrazić złości czy pozwolić sobie na własną potrzebę. Tym razem jednak doświadczenie to pojawia się w obecności terapeuty i w innych warunkach kontaktu. Dzięki temu możliwe staje się dokończenie tego, co zostało przerwane, oraz sprawdzenie, czy dziś możliwa jest inna odpowiedź.
Regresja nie służy więc powrotowi do przeszłości, lecz stworzeniu w teraźniejszości warunków dla nowego doświadczenia. To, co wcześniej było usztywnionym sposobem organizowania kontaktu, może zostać rozluźnione, a niedokończona figura — domknięta. W ten sposób klient nie tylko lepiej rozumie swoje wcześniejsze przystosowanie, ale przede wszystkim odzyskuje możliwość wyboru i bardziej elastycznego odpowiadania na to, co wydarza się w aktualnym kontakcie.
W tym miejscu szczególnego znaczenia nabiera inkluzja. Inkluzja oznacza takie bycie terapeuty przy kliencie, w którym terapeuta maksymalnie zbliża się do jego sposobu doświadczania, nie tracąc przy tym własnej odrębności. Nie oznacza utożsamienia się z klientem, ale próbę wejścia w jego świat z możliwie małą ilością własnych założeń.
Podczas stosowania eksperymentu klient może powrócić do wcześniejszego sposobu przeżywania siebie i relacji — nie po to, aby odtworzyć przeszłość, ale aby doświadczyć jej w nowych warunkach kontaktu. Terapeuta pozostaje przy kliencie, pomaga utrzymać kontakt z tym, co dzieje się w ciele, emocjach i relacji, a jednocześnie wnosi do doświadczenia coś nowego: swoją obecność, regulację, odrębność i możliwość innego spotkania. Dzięki temu to, co wcześniej zostało przerwane lub pozostało niedomknięte, może zostać ponownie przeżyte i włączone w szersze doświadczenie siebie.
Jak wygląda to w praktyce?
Aktywnie eksperymentujemy, doświadczamy. W Gestalt eksperyment nie jest ćwiczeniem zadanym przez terapeutę — jest zaproszeniem w tu i teraz do bezpośredniego doświadczenia — zamiast mówienia o czymś, klient zostaje zaproszony do bycia w tym.
Eksperyment nie jest techniką narzucaną z zewnątrz. Rodzi się z kontaktu — z tego, co właśnie dzieje się między klientem a terapeutą w danej chwili. Terapeuta zauważa coś: napięcie w ciele, urwane zdanie, unikany temat — i proponuje: a co by się stało, gdybyś teraz to powiedział wprost? Gdybyś usiadł na tym drugim krześle? Gdybyś pozwolił temu gestowi się dokończyć?
Eksperyment ma trzy cechy, które odróżniają go od techniki. Po pierwsze — jest fenomenologiczny: nie zmierza do z góry założonego celu, lecz bada to, co się pojawia. Po drugie — jest relacyjny: wyłania się z tego, co dzieje się między dwiema osobami, nie z podręcznika. Po trzecie — jest ucieleśniony: angażuje ciało, oddech, ruch, głos — nie tylko słowa i myśli.
Jego zadaniem nie jest ilustrowanie teorii ani wywoływanie katharsis. Jest stworzenie warunków, w których to, co dotąd pozostawało poza świadomością — zablokowane, niedomknięte, niewypowiedziane — może pojawić się jako żywe doświadczenie. Tu i teraz. W bezpiecznej przestrzeni relacji. I właśnie dlatego eksperyment w Gestalt może leczyć — bo nie opowiada o zmianie. On ją umożliwia.
Zatrzymam się przy technice pustego krzesła i dwóch pustych krzeseł — bo ilustrują one w sposób najbardziej namacalny to, o czym mówiłam dotąd w kategoriach teorii. Na czym polegają? Klient zwraca się do pustego krzesła — do wyobrażonej osoby, do części siebie, do niezałatwionej sytuacji. Albo siada naprzemiennie na dwóch krzesłach, prowadząc dialog między dwiema skonfliktowanymi częściami siebie. Jak to działa?
Działa nie dlatego, że „wyrzucamy z siebie emocje”, to nie jest katharsis, ale ponieważ eksternalizuje właśnie doświadczenie do tu i teraz. To, co dotąd było uwięzione wewnątrz — jako nawykowy, milczący dialog toczący się gdzieś w tle — nagle uobecnia się, dzieje się na zewnątrz, w przestrzeni, w ciele, w głosie, w tej chwili. Klient nie opowiada o konflikcie. Klient jest w konflikcie — teraz, tutaj, w obecności terapeuty.
Neuronauka mówi, że podczas intensywnego przypominania sobie wydarzeń z przeszłości mogą aktywować się podobne sieci neuronalne i reakcje fizjologiczne jak podczas realnego doświadczenia. Dotyczy to szczególnie struktur związanych z emocjami i pamięcią — ciała migdałowatego, hipokampa, kory przedczołowej. Gdy człowiek żywo wraca do trudnego doświadczenia, organizm może reagować silnym pobudzeniem: pojawia się napięcie mięśniowe, przyspieszony oddech, wzrost tętna, pobudzenie układu nerwowego. Klient może więc intelektualnie wiedzieć, że dane wydarzenie już minęło — ale jego ciało i emocje mogą nadal reagować na wspomnienie tego doświadczenia.
I tu właśnie wchodzi Gestalt. Bo skoro doświadczenie przeszłości może uobecniać się w teraźniejszości — to znaczy, że teraźniejszość można wykorzystać. Że to, co zostało kiedyś przerwane, może zostać ponownie spotkane teraz. Nie w opowieści. Nie w analizie. Ale w żywym doświadczeniu, które dzieje się tu — w gabinecie, w obecności terapeuty.
Technika pustego krzesła nie jest dramatycznym zabiegiem dla efektu. Jest sposobem uobecnienia doświadczenia. Kiedy klient siada naprzeciwko pustego krzesła i mówi do ojca, matki, do kogoś, kogo już nie ma —jego układ nerwowy wchodzi w to spotkanie całym sobą. Pojawia się drżenie, zaciśnięta szczęka, łzy, które zaskakują samego pacjenta. Bo to nie jest odgrywanie. To jest spotkanie. Prawdziwe. Dziejące się teraz. I właśnie teraz — po raz pierwszy — możliwe jest domknięcie. Tego, co zostało przerwane przez milczenie, odrzucenie, śmierć, która nie dała czasu na pożegnanie. Słów, których nigdy nie wypowiedziano — bo nie było na nie miejsca, bo było za wcześnie, za późno, za niebezpiecznie.
Współczesna psychologia pamięci opisuje procesy aktualizacji i rekonsolidacji wspomnień. W Gestalt mówimy: domknięcie figury. Nie są to pojęcia tożsame, ale oba sposoby myślenia pozwalają zobaczyć, że wcześniejsze doświadczenie może zostać ponownie uobecnione i spotkane w nowym kontekście. W pracy terapeutycznej to moment, w którym to, co bolało bez rozwiązania, otrzymuje zakończenie. W którym mózg buduje nowe połączenia, nowe skojarzenia. W którym historia zostaje przepisana — nie słowami, ale doświadczeniem.
I żeby to było możliwe — potrzebny jest terapeuta. Nie jako technik obsługujący procedurę. Ale jako żywa obecność, której ciało, głos i gotowość do bycia tam razem z klientem współtworzą bezpieczeństwo, bez którego żadna z tych zmian nie byłaby możliwa. To właśnie dlatego w terapii Gestalt, ale także traum — tak kluczowa jest regulacja emocjonalna i budowanie bezpiecznego kontaktu. Zmiana nie zachodzi tylko w kliencie. Zachodzi między nimi. To nie jest leczenie przeszłości. To jest tworzenie czegoś nowego. Tu. Teraz. Między dwiema osobami.
Pozwolę sobie wrócić do pytania, od którego zaczęłam: czym jest leczenie?
Leczenie w Gestalcie nie polega na naprawianiu człowieka.
Leczenie w Gestalcie nie polega na naprawianiu człowieka.
Polega na spotkaniu, które przywraca życie tam, gdzie wcześniej było jedynie przetrwanie.
Zmiana nie rodzi się z techniki.
Rodzi się pomiędzy ludźmi — w obecności, w rezonansie, w chwili, gdy ktoś może być sobą i nie traci kontaktu.
I być może właśnie to leczy najbardziej: doświadczenie, że nie trzeba już znikać, żeby pozostać w relacji.
W Gestalcie nie leczymy przez poprawianie człowieka.
Leczymy przez obecność.
Bo człowiek zdrowieje nie wtedy, gdy staje się kimś innym.
Zdrowieje wtedy, gdy może wrócić do siebie.
Może leczenie zaczyna się właśnie tam, gdzie człowiek przestaje być sam ze swoim cierpieniem. Przez kontakt, który pozwala odzyskać własny rytm, własny głos, własne życie. Terapeuta musi być z klientem w tym samym pokoju, żeby mogli się nawzajem zobaczyć. Bo czasami jedno prawdziwe spotkanie potrafi zmienić więcej niż lata wyjaśnień. I może właśnie tym jest zmiana — powrotem do siebie w obecności drugiego człowieka.
O autorce

Agnieszka Wojtaszek
Psychoterapeutka i superwizorka. Prowadzi zajęcia z teorii i praktyki Gestalt. Jest opiekunką 1. roku w Krakowie
Ukończyła psychologię stosowaną na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Z psychoterapią Gestalt zetknęła się po raz pierwszy podczas studiów, na zajęciach modułowych prowadzonych przez Zofię Pierzchałę. To spotkanie zapoczątkowało fascynację założeniami tego nurtu, jego rozumieniem człowieka, jego wewnętrznego świata i relacji, a także podejściem do psychoterapii i pomagania.
Pracuje w Poradni Zdrowia Psychicznego i Poradni Psychologicznej oraz Środowiskowym Centrum Psychoterapii Dzieci i Młodzieży. Zajmuje się diagnozą psychologiczną, poradnictwem i psychoterapią zarówno osób dorosłych, jak i dzieci i młodzieży.
W Instytucie jest nauczycielką zawodu – prowadzi warsztaty tematyczne i jest opiekunką 1. i 2. roku Szkoły.
Przypisy do artykułu
[1] Perls, F. S., Hefferline, R. F., Goodman, P. (2022). Terapia Gestalt. Pobudzenie i wzrost w osobowości człowieka. Tom 1. Warszawa: Oficyna Związek Otwarty.
[2] Perls, F. S., Hefferline, R. F., Goodman, P. (2024). Terapia Gestalt. Pobudzenie i wzrost w osobowości człowieka. Tom 2. Warszawa: Oficyna Związek Otwarty.
[3] Joyce, P., Sills, C. (2021). Umiejętności psychoterapeuty Gestalt. Kraków: Instytut Integralnej Psychoterapii Gestalt.
[4] Spagnuolo Lobb, M. (2026). Teraz-dla-potem w psychoterapii. Psychoterapia Gestalt w ponowoczesnym społeczeństwie. Gdańsk: Harmonia Universalis.
[5] Francesetti, G., Gecele, M., & Roubal, J. (red.). (2016). Psychoterapia Gestalt w praktyce klinicznej. Od psychopatologii do estetyki kontaktu. Gdańsk: Harmonia Universalis.
[6] Buber, M. (1992). Ja i Ty. Warszawa: PAX
[7] Koole, S. L., & Tschacher, W. (2016). Synchrony in psychotherapy: A review and an integrative framework for the therapeutic alliance. Frontiers in Psychology, 7, 862.
[8] Bar-Kalifa, E. i in. (2023). Clients’ emotional experience as a dynamic context for client-therapist physiological synchrony. Journal of Consulting and Clinical Psychology, 91(6), 367–380.
[9] Lane, R. D. i in. (2015). Memory reconsolidation, emotional arousal, and the process of change in psychotherapy. Behavioral and Brain Sciences, 38, e1.


